Keks angielski

Wprawdzie mam już swój idealny przepis na keks, ale w gazetce „Dekoracja ciast” znalazłam przepis na keks, który mnie zaciekawił.  Jednym ze składników ciasta jest potarte jabłko. Po  upieczeniu jest niewyczuwalne w smaku, ale za to nadaje keksowi wilgotności. Ponieważ domownicy nie lubią rodzynek, a alergia nie pozwala na używanie włoskich orzechów to trochę zmodyfikowałam przepis. Do ciasta dodałam suszone morele, płatki migdałowe i ziarna słonecznika.

 

KEKS  ANGIELSKI

 

225 g mąki pszennej

1/2 łyżeczki sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki przyprawy korzennej

175 g masła

175 g cukru

2 jajka

skórka otarta z 1 pomarańczy

200 g suszonych moreli

100 g płatków migdałowych

1/3 szklanki ziaren słonecznika

1 jabłko

 

Masło i cukier ucieramy (z pomocą miksera) na puszystą, jasną masę. Mąkę, sodę i przyprawę korzenną przesiewamy do miski. Do utartej masy cukrowo – maślanej dodajemy po jednym jajku i stopniowo wsypujemy mąkę z przyprawami. Morele kroimy w kostkę. Jabłko ścieramy na tarce o dużych oczkach (ja nie obierałam jabłka). Do ciasta dodajemy bakalie, skórkę pomarańczową i starte jabłko. Ciasto wykładamy do formy. Jeżeli pieczemy w metalowej formie wykładamy ją papierem. Ja upiekłam keks w silikonowej, okrągłej foremce o średnicy 22 cm.

Keks pieczemy w temperaturze 180 stopni C. Czas pieczenia ok. 80 minut. Trzeba sprawdzić patyczkiem czy jest upieczony.

 

Wydrukuj przepis

Patchwork – co, jak i za ile. Wycena rękodzieła.

Zaglądam czasem na blogi rękodzielnicze i zauważyłam, że ostatnio dosyć często pojawia się temat wyceny rękodzieła.  Porównując ceny wyrobów rękodzielniczych w Polsce i za granicą widać wyraźną dysproporcję. Zastanawiam się z czego wynika ten brak doceniania wyrobów hand made. Może to wina czasów gdy w sklepach był na półkach tylko ocet, a babcie i mamy musiały przerabiać stare ubrania, szyć narzuty z zasłon, robić swetry ze sprutej włóczki. W tamtych czasach bluza kupiona w sklepie to było COŚ. Nie ważne, że w takiej samej chodziła cała szkoła :).  Ja sama chodziłam w przerabianych przez babcię ubraniach, ale jakoś nie czułam się przez to gorsza :). Co więcej, podobało mi się to, że jestem rozpoznawalna bo nie mam takiej samej kurteczki jak Zosia, Kasia i Basia. Może już wtedy podświadomie wiedziałam, że rzeczy własnoręcznie zrobione są fajne, oryginalne i niepowtarzalne.

W naszym KULKOWIE pojawiają się osoby, które po usłyszeniu ceny mówią „cooo? takie drogie?” proponujemy wtedy proszę, można u nas kupić materiał, są dostępne narzędzia, może pan/pani wykonać to własnoręcznie” w odpowiedzi słyszymy ” no co pani, to tyle roboty…”. Więc jak to jest, swoją prace doceniamy, a pracę innych już nie bardzo?  Nie jest moim zamiarem roztrząsanie rzetelności wyceny swoich wyrobów przez rękodzielników, czy to utrzymujących się z rękodzieła, czy hobbystów. Pomijam kwestie sprzedaży rękodzieła na allegro, za śmieszne ceny, dużo poniżej kosztów WYTWORZENIA. Chcę jedynie przedstawić koszt wytworzenia narzuty patchworkowej. I muszę się Wam przyznać, że dopiero szczegółowe  rozpisanie tych czynności uświadomiło mi ile z tym roboty :). Być może wynika to z tego, że lubię szyć i sprawia mi to tyle przyjemności, że szyjąc nie przeliczam tych czynności na pieniądze. Dzisiaj przeliczyłam.  Przeczytajcie co z tego wyszło :).

Od zawsze podobały mi się patchworki. Jednak ceny tych prawdziwie ręcznie wykonanych zwalały z nóg. Postanowiłam więc uszyć  patchwork sama :). I uwierzcie, że ceny, które uważałam za dosyć wysokie wydały mi się akuratne lub nawet za niskie.  Dlatego na przykładzie tego patchworku przedstawię kalkulację co, jak i za ile :).

Pierwszą rzeczą przy szyciu patchworku jest wybór wzoru. Nie jest to proste, ponieważ przy wyborze bardziej skomplikowanego wzoru trzeba obliczyć jakiej wielkości powinny być bloki patchworku, które muszą złożyć się w całość i to jeszcze w całość o określonej wielkości.  Im więcej kawałeczków zszywamy, tym bardziej skomplikowane obliczenia. Załóżmy, że zajmuje to 2 godziny (choć zdarza się, że więcej). Dla wszystkich wyliczeń przyjmuję stawkę 10 zł za roboczogodzinę, choć to nie jest wysoka stawka. Wybór wzoru to 20 zł :).

Dobieramy materiały. Obliczmy ile będziemy potrzebować materiału na wierzchnią warstwę narzuty. Dobieramy kolory. Określamy ilość i rodzaj tkanin. Mało kto wie, że na uszycie 1 m2 narzuty, o średnio skomplikowanym wzorze, zużyjemy dwa razy tyle materiału.  Załóżmy, że szyjemy narzutę o wymiarach 200cm x 200cm czyli 4 m2, będziemy więc potrzebować 8 m2 materiału (to ciągle jest tylko wierzchnia warstwa). Co się dzieje z taką ilością tkanin? Gubi się w zapasie na szwy :) Im więcej drobniejszych kawałków, tym więcej tkaniny zużyjemy. Zakładamy, że czynności te zajmują 2 godziny czyli kolejne 20 zł.

Kupujemy tkaniny. Tkanin typowo patchworkowych w Polsce nie ma :). Albo prawie nie ma :). Bawełna dostępna w Polsce ma różne sploty, mało ciekawe kolory, coś takiego jak ‚kolekcja tkanin’ nie istnieje. Chcąc uszyć ładny patchwork, taki który ucieszy oko i ewentualnego nabywcę trzeba tkaniny kupić za granicą. Można łączyć bawełnę polską z zagraniczną, ale trzeba pamiętać o tym, że tkaniny mają różne sploty, a więc różną rozciągliwość w szyciu i różną kurczliwość w praniu. Koszt zakupu tkanin jest różny. Można trafić coś fajnego na wyprzedaży, ale są i tkaniny droższe, cena waha się od 25 – 40 zł za 1 metr bieżący (szerokość tkanin patchworkowych to zazwyczaj 112 cm). Przyjmijmy cenę średnią 30 zł za 1 m2. Koszt zakupu tkanin na 8m2 narzuty to 240 zł. Do tego należy dodać koszty przesyłki zagranicznej, z USA  20 – 30 $. Przyjmujemy 20$ czyli około 60 zł. Płacimy 300 zł i czekamy sobie na przesyłkę.

Pozostałe materiały. Nie wszyscy wiedzą, że patchwork składa się z trzech warstw. Warstwy wierzchniej (tej wzorzystej), warstwy środkowej (którą jest ocieplina) oraz warstwy spodniej (dowolna tkanina patchworkowa). Warstwy te składa się razem (kanapkuje) i łączy pikowaniem, całą narzutę wykańczamy lamówką. W związku z tym potrzebne jeszcze będą: ocieplina (230 cm x 230 cm), tkanina na spód narzuty (210 cm x 210 cm), tkanina na lamówkę  (8 m bieżących x 10 cm szer) oraz nici. Do uszycia potrzebujemy również maszyny i prądu, a także nożyka krążkowego, linijki i maty do cięcia. I żelazka do prasowania szwów. Potrzebne także będą agrafki, klej do tkanin w sprayu i taśma malarska – mało patchworkowe narzędzia, ale niżej wszystko wyjaśnię. Ocieplina to koszt rzędu 5 zł za 1 metr bieżący, szerokości 150 cm. Potrzebujemy ok. 5 m2 – koszt 20 zł. Tkanina na spód to 4,4 m2 – zakładając, że będzie to gładka, ‚zwykła’ bawełna to koszt wyniesie ok. 80 zł. Tkanina na lamówkę to kolejne 30 zł. Pozostałe koszty szacuję skromnie, na 100 zł (nici, klej, agrafki, taśma, prąd, eksploatacja maszyny i narzędzi).

Tkaniny szczęśliwie dotarły, narzędzia w gotowości, zaczynamy … nie, nie szyć :) zaczynamy ciąć.

Ten patchwork   KLIK KLIK  uszyłam z 898 kawałków. Na całość składa się:

85 kwadratów (każdy kwadrat uszyty jest z 8 trójkątów) to daje 680 kawałków

2 pasków (każdy pasek uszyty jest z 46 kwadratów 3cm x 3 cm) to daje 92 kawałki

2 pasków (każdy pasek uszyty jest z 57 prostokątów 3cm x 9 cm) to daje 114 kawałków

4 dużych kawałków tkanin, które łączą całość – to razem 12 kawałków

i lamówka, która także składa się z kilku tkanin.

Tniemy :). Ciąć trzeba idealnie bo brzeg tkaniny będzie, w trakcie szycia, odniesieniem do miejsca prowadzenia szwu. Zapytacie czy nie można ciąć nożyczkami? Można :) Ale trzeba to robić bardzo precyzyjnie i z aptekarską dokładnością. Dlaczego? A to z prostego powodu: krzywe cięcie to krzywe szycie. Jakie to ma znaczenie? OGROMNE!  Narzuta ma wymiary 2m x 2m  załóżmy, że bok składa się z 20 zwykłych kwadratów.  Trochę na wyrost (ale chcę zobrazować czym grozi nierówne szycie) zakładam, że każdy kwadrat wytnę/zszyję o 1 mm większy niż zakłada wzór. Jeżeli różnica w szyciu będzie wynosiła 1 mm na każdym kwadracie to sumarycznie nierówność (czyli przesunięcie wzoru) będzie wynosiło 2 cm. Tak zszyte kwadraty nigdy nie utworzą równego wzoru. W patchworku nie ma miejsca na bylejakość i niedokładność, chyba że chcemy byle jaki patchwork :).  Zakładamy, że wycinanie zajmuje 6 godzin – koszt 60 zł.

Szyjemy. Niby nic :). Rach, ciach i pozszywane :). Spróbujcie sami, polecam! Kto nie spróbuje, nie będzie wiedział. Pamiętać musimy przy szyciu, które kawałki trzeba ze sobą zeszyć aby utworzyły wzór. Niby nic. Ale przy blisko tysiącu kawałków jest co myśleć :). Ile czasu to zajmuje? Różnie. Zależy od trudności wzoru. Niektóre wzory szyjemy „sposobem” ułatwiając sobie życie i szycie, ale ten sposób trzeba poznać, nauczyć się, wypróbować (czyli i dokształcanie przy szyciu jest :) ). Drobne wzory szyjemy dłużej, proste krócej. Przyjmijmy, że pozszywanie wierzchniej warstwy narzuty zajmuje 20 godzin. Licząc po 10 zł za roboczogodzinę to 200 zł.

Wierzchnia warstwa narzuty gotowa. Zaczynamy kanapkowanie. Na podłodze (trzeba mieć dużo miejsca) rozkładamy tkaninę, która będzie spodnią warstwą narzuty. Przyklejamy ją do podłogi, mocno rozciągając, za pomocą szerokiej taśmy malarskiej. Na wierzch wykładamy, również mocno naciągając, warstwę ociepliny i na wierzch wykładamy nasze pozszywane, wzorzyste dzieło :). Warstwy łączymy ze sobą. Można to zrobić na kilka sposobów: można spiąć agrafkami, można  fastrygować, można połączyć specjalnym klejem do tkanin w sprayu. Ja wybieram ostatnią opcję, zajmuje mi to około 2 godzin – kolejne 20 zł :). Kto ma niesfornego kota dolicza 1 godzinę :).

Odklejamy taśmę malarską (bez obaw nie zostają ślady na tkaninie) i zaczynamy pikowanie. Czyli w mniej lub bardziej fantazyjny sposób łączymy warstwy kanapki. Możemy pikować po szwach, możemy pikować swobodnie tak zwanym ‚lotem trzmiela’ i możemy pikować ‚malując’ nitką skomplikowane wzory (kwiaty, liście i inne ). Pikowanie nie jest łatwe :). Główną trudnością jest obracanie wielkiej skanapkowanej narzuty pod ramieniem maszyny. Trzeba cyrkowych umiejętności aby kręcić narzutą w tej małej ‚dziurce’. Kto choć raz pikował patchwork ten wie o czym piszę. Pikowanie narzuty ‚lotem trzmiela’ zajmuje 6 godzin. Jednak np. pikowanie po szwach narzuty z bardzo dużej ilości kawałków może zająć godzin KILKADZIESIĄT. Przyjmujemy wersję 6 godzinną za 10 zł/rbg co daje nam 60 zł (marna zapłata) :).

Narzuta wypikowana szyjemy lamówkę. Tniemy tkaninę na pasy szerokości 10 cm i doszywamy do narzuty. Podwijamy i ponownie zszywamy formując estetyczny brzeg. Przy średniej wprawie zajmuje nam to godzinę co przy naszej stawce daje 10 zł.

Gotowe :) !

Koszt wytworzenia narzuty patchworkowej, o wymiarach 2m x 2m,  to 920 zł :).  Do kwoty należałoby doliczyć jeszcze czas pójścia na pocztę żeby nadać przesyłkę, koszty wysyłki, zrobienia zdjęcia (jeżeli sprzedajemy w internecie), obróbki zdjęcia, no i trzeba mieć aparat bo bez tego ani rusz. Jeżeli sprzedajemy w galerii trzeba dodać marżę galerii.  Jeżeli prowadzimy działalność gospodarczą trzeba i te koszty doliczyć. No i taka banalna rzecz jak ZYSK dla rękodzielnika powinna się pojawić :). Jasne można uszyć taniej, z używanych tkanin, z resztek, ale nie o to chodzi w tym poście. Czy nadal uważacie, że ceny patchworków są wysokie? :)

 

 

 

Z duchem czasu…

Kilkakrotnie zdarzyło mi się, że musiałam zerknąć na bloga z telefonu. Trochę mnie to irytowało bo średnio wygodne jest przesuwanie wielkiej strony głównej na małym wyświetlaczu. Dlatego, idąc z duchem czasu,  od dzisiaj NaMiotle posiada wersję dla urządzeń mobilnych. Teraz możecie korzystać z przepisów w każdej chwili i w każdym miejscu (znaczy się tam gdzie zabieracie telefon :).  W wersji mobilnej blog nie jest podzielony na ‚słodki’ i rękodzielniczy, ale łatwo wybrać interesujące wpisy.  Zapraszam do testowania :)

Woreczki z lawendą

Oto moje ostatnie ‚uszytki’ :). Woreczki pachnące lawendą. Woreczki są uszyte z surówki bawełnianej i ozdobione haftem.

Pięknie pachną :)

Kruche babeczki z nadzieniem bardzo czekoladowym

Ostatnie tygodnie to  dni totalnego braku czasu. W  KULKOWIE  zaczynamy przygotowania do Bożonarodzeniowych Jarmarków. Wiem, wiem… jeszcze dużo czasu do świąt, ale ogrom przygotowań zmusza do rozpoczęcia prac :).

Słodkości też powstają, nawet w dużej ilości, jednak na blogowanie czasu już nie starcza bo od jakiegoś czasu zdobywam nowe umiejętności, w czym wspomagają mnie niezwykle sympatyczni faceci. Na osłodę życia dostarczam im czasem coś słodkiego „na ząb” :).

Dzisiaj przepis na kruche mini babeczki. Babeczki wypełnione są nadzieniem z gorzkiej czekolady. Nie są bardzo słodkie, a czekoladowy smak nadzienia jest bardzo intensywny.

 

KRUCHE  BABECZKI Z  NADZIENIEM CZEKOLADOWYM

 

Kruche ciasto:

2 szklanki mąki

150 g masła

2 łyżki śmietany

3 żółtka

 

Nadzienie czekoladowe:

250 ml mleka

125 g cukru

4 żółtka

1/2 łyżeczki cynamonu

odrobina chilli (na czubku noża)

150 g gorzkiej czekolady

 

Do ozdoby babeczek:

50 g gorzkiej czekolady

pistacje

 

Wszystkie składniki ciasta zarabiamy , jak najszybciej, na elastyczne ciasto. Wałkujemy na grubość około 3 mm, wykrawamy krążki i wylepiamy nimi foremki na mini babeczki (lub jak w moim przypadku na mini muffiny – babeczki z takiej formy łatwiej ‚wyskakują’ po upieczeniu).  Z ciasta wykrawamy także krążki do “zamknięcia” babeczek.Krążki powinny być takiej wielkości aby idealnie pasowały do brzegów foremki, wtedy nadzienie nie wypłynie podczas pieczenia.

Foremki wylepione ciastem i krążki wsadzamy na czas przygotowania nadzienia do lodówki.

Mleko , żółtka i cukier umieszczamy w rondelku i ciągle mieszając ogrzewamy (nie dopuszczając do zagotowania) przez kilka minut. Masa ma być konsystencji niezbyt gęstego budyniu. Do gorącej masy dodajemy, połamaną w drobne kawałki, czekoladę i pozostawiamy przez chwilę aż się rozpuści. Gdy czekolada jest miękka dodajemy cynamon i chilli. Z pomocą trzepaczki, mieszamy masę aż powstanie aksamitnie gładki, lśniący krem.

Wyjmujemy ciasto z lodówki i nakładamy masę. Masa powinna sięgać do 3/4 wysokości ciasta. Przykrywamy wypełnione babeczki krążkami ciasta i dociskamy na brzegach (nie naciskamy całej powierzchni krążka bo wypchamy na zewnątrz masę czekoladową).

Babeczki pieczemy w temperaturze 190 stopni C do chwili aż będą lekko złociste.

Ja po upieczeniu zostawiam babeczki w formie, przykrywam je deską do krojenia aby się dobrze połączyły podczas stygnięcia. Gdy babeczki są prawie zimne odwracam formę, razem z deską do krojenia, ‚do góry nogami’ i babeczki same wyskakują na deskę.

Czekoladę do dekoracji babeczek rozpuszczamy w kuchence mikrofalowej i łyżeczką nakładamy na babeczki tworząc czekoladowe nitki. Wierzch babeczek posypujmy siekanymi pistacjami.

 

Wydrukuj przepis

Back to Top